Recenzja [034] John Ronald Reuel Tolkien "Hobbit, czyli tam i z powrotem"

Cześć! Mam teraz troszkę więcej czasu, bo święta i tak dalej. U mnie porządki idą pełną parą. Na środę muszę przeczytać „Tango” – lektura. Jakoś mi się to nie marzy, więc zapraszam Was do recenzji Hobbita.

Autor: John Ronald Reuel Tolkien
Tytuł: Hobbit, czyli tam i z powrotem
Ilość stron: 320
Wydawnictwo: Iskry
Cena: 25zł.

„Jeśli się chce coś znaleźć, trzeba po prostu szukać (…). Rzeczywiście, kto szuka, ten najczęściej coś znajduje, niestety czasem zgoła nie to, czego mu potrzeba.”

Dzisiaj mamy Wieki Piątek, mama z siostrą kończą sprzątać w domu, ja leże na łóżku i czytam Hobbita. Ogólnie tę książkę miałem przeczytać wieki temu, kiedy to moja młodsza siostra omawiała go na lekcjach polskiego, ale wtedy jeszcze brakowało mi werwy i chęci do czytania. Ogólnie Hobbita zacząłem czytać po skończeniu Więźnia Labiryntu, czyli jakieś dwa tygodnie temu. No właśnie, trochę męczyłem się z tą fantastyczną książeczką.

Chciałem oderwania od dotychczasowej literatury, od świata, który jest ileś tam lat do przodu, chciałem przeczytać „pierwszą część” książek Tolkiena, którą jara się pół świata. Nie będę ukrywał tego, że przy tej książce się wynudziłem, jak byłem w stanie znieść kilkugodzinny nawet fajny, ale mimo to nudny film, tak książkę kilkukrotnie chciałem przerwać. Czytałem ją jako coś lekkiego przed zaśnięciem, wmawiałem sobie, że ona musi być fajna. Każdego dnia przez ostatnie dwa tygodnie byłem w stanie przeczytać tylko jeden rozdział, potem zasypiałem. Nie mogę powiedzieć, że całość książki była beznadziejna, bardzo podobało mi się hmm kilka ostatnich rozdziałów,

Teraz troszkę o postaciach, a było ich multum. Pierwszy raz spotkałem się z czymś takim, że nie jestem w stanie przypomnieć sobie imion bohaterów książki, którą dopiero co przeczytałem. Wiem, że to tylko takie głupie gadanie, ale Tolkien mógł ograniczyć ilość tych krasnoludków do np. 6, na co mu ich aż sto pięćdziesiąt milionów? Trudno się mówi, jakoś byłem w stanie to przetrawić po wcześniejszym obejrzeniu filmu, bez tego nie wiem czy w ogóle byłbym w stanie ich odróżnić.

Fabuła hmm można powiedzieć, że naprawdę fajna, szkoda tylko, że momentami nudnawa. Ogólnie świat przedstawiony przez Tolkiena mnie zachwycił i czytając książkę wielokrotnie zastanawiałem się gdzie do licha podziały się orki? Jakoś przeżyłem brak orków w książce, ale ciężko było mi przeżyć fakt, jakim było zniszczenie Smauga, jego śmierć była po prostu śmieszna, nie będę wspominał już o bitwie pięciu armii bo tu też szału nie ma.

PLUSY KSIĄŻKI:
  • Momentami ciekawa fabuła
  • Nieskomplikowany język
  • Dobra dla ludzi cierpiących na bezsenność
MINUSY KSIĄŻKI
  • Zbyt duża ilość bohaterów
  • Fabuła mogłaby być bardziej rozwinięta (walka ze Smaugiem, czy bitwa pięciu armii)
Ogólnie Hobbit spodobał mi się na tyle, że zapragnąłem przeczytać Władcę Pierścieni – wiem jestem masochistą. Nie mogę mieć zbyt wielkich wymagań do książki, która powstała dawno temu, po prostu nie moje klimaty, ale nie będę mówił, że Śródziemie jest złe. Uczniowie gimnazjów – czytajcie Hobbita, Ci którzy nie muszą, niech tego nie robią.

Ocena: 2/6

1 komentarz:

  1. Miałam to jako lekturę w podstawówce. Najpierw myślałam, że "wow! coś ciekawego!" ale szybko zmieniłam zdanie. Książka ma jakieś 300 stron a ja ją chyba z miesiąc czytałam i się strasznie męczyłam...

    Zapraszam do siebie,
    http://to-read-or-not-to-read.blog.onet.pl/

    OdpowiedzUsuń

Jeśli już przeczytałeś recenzję to napisz teraz coś od siebie, podziel się z nami swoją opinią na temat tej książki :)

Polub nas!

Obserwatorzy

Kobieceporady.pl

Kobieceporady.pl
Współpraca

Spis blogów książkowych

Mazowieccy Blogerzy Książkowi