15 maja 2026

Recenzja [247] Remigiusz Mróz "Substytucja"

Są takie książki, które wciągają od pierwszej strony, i są też takie, którym trzeba dać trochę więcej czasu. Kompletnie nie spodziewałam się, że „Substytucja” znajdzie się u mnie w tej drugiej grupie. Zwłaszcza że przy książkach Remigiusza Mroza nigdy wcześniej nie miałam podobnej sytuacji. Tym razem potrzebowałam chwili, a właściwie małej pomocy, żeby naprawdę wejść w tę historię. I chyba właśnie dlatego odbiór tej części okazał się dla mnie trochę inny niż zwykle. Zapraszam na recenzję.


Autor: Remigiusz Mróz
Tytuł: Substytucja
Seria: Joanna Chyłka (tom 19)
Ilość stron: 456
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Cena: okładkowa 49,90 zł, natomiast na empik.com znajdziecie ją już za 26,99 zł.

"A ja zapewniam cię, że gdybym wiedziała, gdzie rośnie drzewo, z którego ktoś kiedyś zrobi twoją trumnę, poszłabym je podlać."

Kiedy sięgam po kolejne tomy z Chyłką, zawsze mam z tyłu głowy jedną myśl: czy po tylu częściach da się jeszcze czymś zaskoczyć? Wydawałoby się, że przy tak rozbudowanej serii pewne schematy muszą zacząć się powtarzać, ale „Substytucja” szybko pokazała mi, że Remigiusz Mróz nadal potrafi wrzucić bohaterów w sytuację, która od pierwszych stron budzi dyskomfort i zostawia więcej pytań niż odpowiedzi.

Przyznam jednak, że tym razem początek naszej znajomości nie należał do najłatwiejszych. I sama byłam tym zaskoczona, bo nigdy wcześniej nie miałam takiej sytuacji z książkami Remigiusza Mroza. Zazwyczaj od pierwszych stron wpadałam w historię i po prostu płynęłam dalej, a tutaj długo nie mogłam odnaleźć odpowiedniego rytmu. Co gorsza, łapałam się na tym, że odkładam książkę z myślą „wrócę do niej później”. I zaczynało mnie to trochę irytować, bo przy Chyłce wcześniej nigdy mi się to nie zdarzało. Wręcz byłam zła sama na siebie, że coś, na co czekałam, nie potrafi mnie od razu wciągnąć.

Zaczęłam nawet zastanawiać się, czy to kwestia samej książki, czy może po prostu trafiłam na gorszy czytelniczy moment. Tym bardziej że od jakiegoś czasu czułam nad sobą widmo lekkiej blokady czytelniczej. Dopiero audiobook czytany przez Filipa Kosiora okazał się dla mnie prawdziwym przełamaniem tego stanu.

Jego interpretacja sprawiła, że nagle zaczęłam odbierać tę historię zupełnie inaczej. Łatwiej weszłam w klimat, mocniej poczułam emocje i w końcu pojawił się ten moment, który przy książkach Mroza znałam doskonale – „jeszcze tylko jeden rozdział”. Co ciekawe, właśnie dzięki temu udało mi się wyjść z czytelniczego zastoju, który ciągnął się za mną już od jakiegoś czasu. I chyba dlatego sam odbiór tej historii stał się dla mnie jeszcze bardziej osobisty.

Tym razem punktem wyjścia jest sprawa, której nikt nie chce się podjąć. Już sam jej ciężar sprawia, że człowiek zaczyna zastanawiać się nad granicami moralności i nad tym, czy rzeczywiście każdy zasługuje na obronę — niezależnie od tego, o co jest oskarżony. I właśnie ten aspekt najmocniej przyciągnął moją uwagę. To nie jest wyłącznie kryminalna zagadka czy próba odnalezienia prawdy. To również historia, która stawia niewygodne pytania i zmusza do spojrzenia na sprawę z różnych stron.

Bardzo podobało mi się też to, że ciężar wydarzeń nie opiera się wyłącznie na samej sprawie kryminalnej. Relacje między bohaterami, ich dylematy i emocje sprawiają, że całość nabiera bardziej ludzkiego wymiaru. Cenię takie momenty, bo dzięki nim postacie nie są tylko elementem układanki, ale kimś, kogo los naprawdę zaczyna mnie interesować.

Seria z Chyłką od dawna ma swój charakterystyczny rytm – szybkie tempo, cięte dialogi i sytuacje, które nie pozwalają powiedzieć sobie: „dobrze, kończę na dziś”. Mam wrażenie, że i tutaj autor nie odpuszcza, choć w moim przypadku potrzebowałam trochę więcej czasu, żeby naprawdę wejść w tę historię. Kiedy jednak już złapałam odpowiedni rytm, kolejne rozdziały zaczęły znikać zdecydowanie szybciej.

Po tylu tomach trudno uniknąć porównań do poprzednich części i pewnie każdy fan serii będzie miał własne zdanie, ale jedno mogę powiedzieć: „Substytucja” to historia, która mocno gra na emocjach i moralnych niejednoznacznościach. A ja właśnie takie książki lubię najbardziej – takie, które po zamknięciu nie kończą się razem z ostatnią stroną, tylko jeszcze przez chwilę siedzą w głowie.

Jeśli cenicie kryminały z prawniczym tłem, trudnymi pytaniami i bohaterami, których nie da się zamknąć w prostych schematach, to myślę, że ta historia może Was zainteresować. Choć tym razem potrzebowałam chwili, by naprawdę się w nią zanurzyć, ostatecznie cieszę się, że dałam jej tę szansę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Każdy czytelnik patrzy na książkę przez własny pryzmat. Jeśli masz ochotę, podziel się swoim spojrzeniem – jestem bardzo ciekawa! :)