Początek nowego roku zawsze ma dla mnie wyjątkowy smak. To moment, w którym zwalniam, porządkuję myśli i robię mały rachunek sumienia z tego, co przeczytałam, a po co sięgałam tylko „bo wypada”. W 2026 roku życzę sobie i Wam przede wszystkim czasu — czasu na książki, które poruszają, niepokoją i zostają z nami na dłużej niż kilka godzin po zamknięciu okładki. Bez pośpiechu, bez presji i bez czytania na siłę.
Nowy rok zaczęłam więc od napisania dla Was opinii na temat lektury wymagającej, dalekiej od komfortowej i zdecydowanie niepasującej do zimowej sielanki. Wróciłam do serii, która od samego początku wzbudza we mnie skrajne emocje i za każdym razem przypomina, że nie każda historia ma dawać ukojenie. „Ozyrys” Remigiusza Mroza to książka, która idealnie wpisała się w moje noworoczne czytelnicze postanowienia — czytać uważniej, wolniej i bardziej świadomie.
To także dobry moment, by życzyć Wam w nowym roku odwagi w wyborach czytelniczych. Sięgania po książki, które może nie zawsze są łatwe, ale potrafią coś w nas poruszyć. Jeśli więc w 2026 roku planujecie więcej literackich emocji i mniej bezpiecznych historii, zapraszam do dalszej części wpisu.