04 czerwca 2026

Recenzja [248] Remigiusz Mróz "Urwisko"

Są takie serie, do których wraca się z pewnym przyzwyczajeniem, ale też z ciekawością, czy autorowi nadal uda się czymś zaskoczyć. W przypadku Wiktora Forsta ta ciekawość pojawia się u mnie za każdym razem, bo jego sprawy rzadko bywają proste, a Tatry w tle tylko wzmacniają napięcie.

„Urwisko” Remigiusza Mroza okazało się dla mnie powrotem do mrocznego, chłodnego i niepokojącego klimatu, w którym śledztwo miesza się z legendą, a przeszłość nie pozwala o sobie zapomnieć. Bez zdradzania szczegółów mogę powiedzieć jedno — ta część ma w sobie wszystko, za co lubię ten cykl: tajemnicę, szybkie tempo, wyrazistego Forsta i atmosferę, która zostaje w głowie jeszcze po zamknięciu książki.

Zapraszam do dalszej części wpisu.

Autor: Remigiusz Mróz
Tytuł: Urwisko
Cykl: Komisarz Forst (tom 11)
Ilość stron: 464
Wydawnictwo: Filia
Cena: okładkowa 49,90 zł, natomiast na empik.com znajdziecie ją już za 29,58 zł.

"Samotność w górach była czymś pięknym. Samotność przy drugim człowieku wprost przeciwnie."

Do serii z Wiktorem Forstem wracam zawsze z dużą ciekawością, bo wiem, że Remigiusz Mróz potrafi połączyć kryminalną zagadkę z szybkim tempem, ciętym językiem i bohaterem, który od dawna wymyka się prostym ocenom. W przypadku „Urwiska” dostałam jednak coś więcej niż kolejne śledztwo. To historia mocno osadzona w tatrzańskim klimacie, przesiąknięta niepokojem, chłodem, legendą i tym szczególnym poczuciem, że góry potrafią być równie piękne, co bezlitosne.

Już sam początek działa na wyobraźnię. Do schroniska przy Morskim Oku trafia przemoczony, zagubiony mężczyzna, który wygląda tak, jakby przyniósł ze sobą tajemnicę większą niż zwykłe ludzkie nieszczęście. Niedługo później znika, a w okolicy odnalezione zostaje ciało turysty. Od tej chwili atmosfera gęstnieje z każdą stroną. Strach nie rozchodzi się tu gwałtownie, lecz powoli wsiąka w otoczenie — w wodę, kamienie, mgłę, ciszę i opowieści, które od pokoleń krążą między ludźmi.

Najbardziej spodobało mi się to, że autor wykorzystał motyw tatrzańskich podań nie tylko jako ozdobę fabuły. Legenda o Topielcu nadaje tej historii mroczniejszy, niemal duszny charakter. Przez długi czas można się zastanawiać, gdzie kończy się racjonalne śledztwo, a gdzie zaczyna ludzka potrzeba tłumaczenia niewyjaśnionego za pomocą dawnych wierzeń. Właśnie ten balans między kryminałem a nutą grozy sprawił, że „Urwisko” czytałam z dużym zaangażowaniem.

Forst pozostaje sobą — szorstki, uparty, niepokorny i wewnętrznie poobijany. To bohater, który nie zawsze budzi sympatię w prosty sposób, ale trudno odmówić mu charyzmy. W tej części szczególnie mocno czułam jego zmęczenie, doświadczenie i ciężar spraw, które nosi w sobie. A jednocześnie nadal ma w sobie ten błysk, który sprawia, że chce się za nim iść, nawet wtedy, gdy prowadzi prosto w ciemność.

Bardzo dobrze wybrzmiała dla mnie relacja Forsta z Edmundem Osicą. Lubię ich za tę szorstką, pełną docinków dynamikę, pod którą kryje się coś znacznie ważniejszego niż zwykła zawodowa znajomość. Osica bywa dla Forsta kimś w rodzaju hamulca, lustra i wyrzutu sumienia jednocześnie. Ich rozmowy potrafią rozładować napięcie, ale też pokazać, jak bardzo Forst potrzebuje obok siebie ludzi, którzy nie będą mu ślepo przytakiwać. W tym duecie jest dużo ironii, ale też lojalności, której nie trzeba wypowiadać wielkimi słowami.

Ciekawie wypada również wątek Nemroda. Nie chcę zdradzać zbyt wiele, bo ten element najlepiej odkrywać samodzielnie, ale podobało mi się, że autor nie traktuje go wyłącznie jako sensacyjnego dodatku. Ten motyw poszerza tło sprawy, wzmacnia poczucie zagrożenia i przypomina, że w świecie Forsta przeszłość rzadko zostaje naprawdę zamknięta. Dzięki temu cała intryga nabiera większej głębi, a czytelnik ma poczucie, że pod powierzchnią bieżącego śledztwa kryje się coś jeszcze.

„Urwisko” ma bardzo dobry rytm. Nie miałam poczucia, że akcja stoi w miejscu, ale też nie jest to powieść pędząca bez oddechu. Mróz pozwala wybrzmieć miejscu, w którym rozgrywa się fabuła. Tatry nie są tu tylko ładnym tłem do zbrodni. Są osobnym bohaterem — surowym, nieprzewidywalnym i pełnym tajemnic. Dzięki temu całość nabiera wyjątkowego klimatu, a Morskie Oko przestaje kojarzyć się wyłącznie z turystyczną pocztówką.

Podobały mi się również dialogi i sposób prowadzenia napięcia. Autor potrafi podrzucić trop, zasiać niepewność, a potem skręcić w inną stronę, nie odbierając czytelnikowi przyjemności z samodzielnego układania elementów. W tej historii jest brutalność, jest mrok i jest charakterystyczna dla Mroza dynamika, ale najważniejsza okazała się dla mnie atmosfera. To ona sprawiła, że naprawdę weszłam w tę opowieść.

Nie jest to książka lekka ani pogodna. Raczej chłodna, niepokojąca i miejscami bardzo intensywna. Właśnie dlatego tak dobrze sprawdziła się jako kryminał z górskim tłem. Czułam napięcie, czułam zagrożenie i czułam, że za tą sprawą kryje się coś więcej niż prosta odpowiedź na pytanie, kto zabił.

„Urwisko” uważam za bardzo udaną odsłonę cyklu o Forście. To powieść dla osób, które lubią, gdy kryminał ma nie tylko zagadkę, ale też mocny klimat, powracających bohaterów i relacje budowane przez wiele tomów. Remigiusz Mróz po raz kolejny pokazał, że potrafi wykorzystać znanego bohatera, nie odbierając mu świeżości. Po zamknięciu książki zostałam z poczuciem dobrze spędzonego czasu i z tą charakterystyczną myślą, że w górach czasem najgłośniej przemawia cisza.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Każdy czytelnik patrzy na książkę przez własny pryzmat. Jeśli masz ochotę, podziel się swoim spojrzeniem – jestem bardzo ciekawa! :)