09 października 2026

262 | "Zanim wystygnie kawa" - Toshikazu Kawaguchi | A gdyby dostać jeszcze jedną rozmowę?

Ta książka czekała na mnie dwa lata! „Zanim wystygnie kawa” Toshikazu Kawaguchiego dostałam od Kuby podczas Targów Książki, gdy pracował jeszcze w Wydawnictwie Relacje. W końcu po nią sięgnęłam i… chyba potrzebowałam właśnie tej historii. O czasie, niewypowiedzianych słowach i chwilach, których nie da się odzyskać. Zapraszam na recenzję.



Autor: Toshikazu Kawaguchi
Tytuł: Zanim wystygnie kawa
Ilość stron: 219
Wydawnictwo: Grupa Wydawnicza Relacja
Cena: na empik.com znajdziecie książkę za 32,99 zł

"Gdybyś mógł cofnąć się w czasie,z kim chciałbyś się spotkać?"

Do „Zanim wystygnie kawa” Toshikazu Kawaguchiego trafiłam dzięki Kubie, który dwa lata temu, podczas Targów Książki, pracował w Wydawnictwie Relacje. To właśnie wtedy dostałam tę książkę z myślą o przeczytaniu jej i podzieleniu się swoją opinią. Minęło trochę czasu, zanim po nią sięgnęłam, ale kiedy w końcu otworzyłam pierwszą stronę, szybko przekonałam się, że to jedna z tych historii, przy których warto zwolnić.

Czy gdybym dostała możliwość cofnięcia się w czasie, naprawdę chciałabym coś zmienić? A może wystarczyłoby mi kilka minut z kimś, z kim nie zdążyłam się pożegnać, rozmowa, której kiedyś zabrakło, albo po prostu chwila, w której mogłabym jeszcze raz spojrzeć komuś w oczy? Właśnie takie pytania zaczęły mi towarzyszyć podczas lektury „Zanim wystygnie kawa”.

W niewielkiej tokijskiej kawiarni dzieje się coś, co z pozoru wydaje się niemożliwe. Można cofnąć się do przeszłości, spotkać wybraną osobę i powiedzieć to, czego wcześniej nie udało się powiedzieć. Jest jednak jeden warunek – trzeba wrócić, zanim wystygnie kawa. Nie można zmienić teraźniejszości, nie da się naprawić tego, co już się wydarzyło. Można jedynie przeżyć jeszcze raz określoną chwilę.

I chyba właśnie to ograniczenie zrobiło na mnie największe wrażenie.

Przyzwyczajona jestem do historii, w których podróż w czasie oznacza próbę odwrócenia biegu wydarzeń. Tutaj jest zupełnie inaczej. Przeszłość pozostaje przeszłością, a bohaterowie nie otrzymują magicznej możliwości naprawienia swojego życia. Dostają coś znacznie bardziej ulotnego – możliwość rozmowy. Kilka minut, które mogą zmienić nie wydarzenia, lecz sposób, w jaki patrzą na to, co już się wydarzyło.

Kawaguchi prowadzi czytelnika przez cztery historie. Każda z nich dotyka innej relacji i innego rodzaju tęsknoty. Pojawia się miłość, żal, poczucie winy, utrata, rodzina i potrzeba powiedzenia komuś czegoś, co przez lata pozostawało niewypowiedziane. Nie wszystkie historie odebrałam dokładnie tak samo, ale każda zostawiła we mnie jakąś myśl.

Najbardziej poruszyło mnie to, że bohaterowie nie wracają do przeszłości po to, żeby dostać drugą szansę w takim znaczeniu, jakie zwykle nadajemy temu określeniu. Oni wiedzą, że po powrocie nic nie będzie wyglądało inaczej. A jednak decydują się usiąść przy tym samym stoliku, wypić kawę i jeszcze raz przeżyć moment, który dawno temu został zamknięty.

To bardzo ludzkie.

Podczas czytania kilka razy łapałam się na tym, że zaczynam myśleć o własnych niewypowiedzianych zdaniach. O rozmowach, które można było przeprowadzić inaczej. O osobach, którym chciało się coś powiedzieć, ale zabrakło odwagi, czasu albo odpowiedniego momentu. I chyba właśnie dlatego ta historia trafiła do mnie mocniej, niż początkowo zakładałam.

Nie potrzebowałam wielkich zwrotów akcji. Wystarczyła świadomość, że czasu nie da się zatrzymać, a niektórych chwil nie można odzyskać. Można natomiast zdecydować, co zrobimy z tym, co jeszcze mamy.

Bardzo podobał mi się również klimat kawiarni. Jest w niej coś spokojnego, trochę tajemniczego i jednocześnie melancholijnego. Mam wrażenie, że ta przestrzeń idealnie pasuje do historii ludzi, którzy przychodzą tam z ciężarem własnych wspomnień. Kawa staje się tutaj czymś więcej niż napojem odmierzającym czas. Jest symbolem chwili, która trwa tylko przez moment i której nie można zatrzymać na zawsze.

Sama książka jest niewielka objętościowo, ale nie odebrałam jej jako historii, którą powinno się po prostu szybko przeczytać i odłożyć na półkę. Po zakończeniu zostałam z kilkoma pytaniami, które wracały do mnie jeszcze później. Szczególnie z jednym: czy naprawdę potrzebujemy możliwości zmienienia przeszłości, skoro czasami najbardziej potrzebujemy tylko powiedzieć to, czego nie zdążyliśmy powiedzieć?

„Zanim wystygnie kawa” nie jest dla mnie opowieścią o podróży w czasie. To opowieść o tym, jak trudno pogodzić się z tym, że pewnych rzeczy nie można już naprawić. O relacjach, które czasami kończą się zbyt wcześnie. O słowach, które potrafią ważyć więcej niż całe rozmowy. I o tym, że nawet świadomość nieuchronnego końca nie odbiera znaczenia wspólnie spędzonej chwili.

Czytając, momentami czułam nostalgię, chwilami smutek, a czasem zwyczajną potrzebę zatrzymania się na moment i zastanowienia nad własnym życiem. I chyba właśnie za to najbardziej cenię tę książkę.

Bo przecież każdy z nas ma swoją własną „filiżankę kawy”. Czas płynie, kawa stygnie, a niektórych chwil nie da się już powtórzyć.

Może więc zamiast ciągle czekać na właściwy moment, warto czasami po prostu powiedzieć to, co naprawdę chcemy powiedzieć – zanim będzie za późno.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Każdy czytelnik patrzy na książkę przez własny pryzmat. Jeśli masz ochotę, podziel się swoim spojrzeniem – jestem bardzo ciekawa! :)