Są książki, po które sięgam bez większych oczekiwań. Wybieram je intuicyjnie, z myślą o lekkiej historii, która pozwoli mi na chwilę zwolnić i oderwać się od codzienności. Czasem jednak taka lektura zostawia po sobie coś więcej niż tylko przyjemne wrażenie — myśl, emocję albo pytanie, które wraca już po zamknięciu książki.
„Lepiej niż w filmach” było właśnie takim tytułem. Nie próbowałam od razu go analizować ani porównywać z innymi historiami. Pozwoliłam sobie na czytanie bez pośpiechu i bez nadmiaru oczekiwań, a dopiero później zaczęłam zastanawiać się nad tym, co tak naprawdę we mnie poruszyło.
Tytuł: Lepiej niż w filmach
Seria: Lepiej niż w filmach (tom 1)
Ilość stron: 368
Wydawnictwo: Wydawnictwo Young
Cena: okładkowa 49,99 zł, natomiast na empik.com znajdziecie ją już za 33,99 zł.
Emocjonalny ciężar powieści nie wynika z dramatycznych zwrotów akcji, lecz z wewnętrznych przeżyć bohaterki. Autorka bardzo subtelnie pokazuje, jak silnie kultura romantyczna – filmy, książki, wyobrażenia o „tej jedynej historii miłosnej” – kształtuje sposób myślenia młodej osoby. Miłość jawi się tu jako coś, co powinno wyglądać określonym schematem, mieć odpowiednie tempo i finał. Kiedy rzeczywistość zaczyna odbiegać od tego scenariusza, pojawia się frustracja, zagubienie i poczucie, że coś zostało „zrobione źle”.
Z analitycznego punktu widzenia to właśnie konflikt między wyobrażeniem a doświadczeniem stanowi główną oś powieści. „Lepiej niż w filmach” można czytać jako historię o demontażu romantycznych mitów – nie w sposób cyniczny, ale dojrzały i empatyczny. Autorka nie odbiera marzeniom ich wartości, lecz pokazuje, że kurczowe trzymanie się idealnych wizji może prowadzić do pomijania tego, co prawdziwe, choć mniej spektakularne. To bardzo trafna obserwacja, szczególnie w kontekście literatury young adult, która coraz częściej próbuje mówić o emocjach w sposób bardziej świadomy.
Na poziomie emocjonalnym książka działa przede wszystkim przez relacje między bohaterami. Są one budowane powoli, poprzez rozmowy, drobne gesty i wspólne doświadczenia. Dzięki temu czytelnik ma poczucie autentyczności – uczucia nie pojawiają się nagle ani bez powodu. Autorka pozwala, by emocje dojrzewały, zmieniały się i bywały niejednoznaczne. To właśnie ta niejednoznaczność sprawia, że łatwo się z bohaterami utożsamić, nawet jeśli ich decyzje nie zawsze są idealne.
Warto zwrócić uwagę na ton narracji – lekki, często humorystyczny, ale nigdy bagatelizujący emocje. Humor pełni tu funkcję ochronną: łagodzi trudniejsze momenty, pozwala złapać dystans, a jednocześnie podkreśla, jak absurdalne potrafią być nasze romantyczne oczekiwania. Dzięki temu książka nie popada ani w przesadną słodycz, ani w melodramatyzm.
Od strony analitycznej „Lepiej niż w filmach” to także powieść o procesie dojrzewania. Nie chodzi wyłącznie o pierwszą miłość, lecz o uczenie się rozpoznawania własnych potrzeb, granic i emocji. Bohaterka stopniowo odkrywa, że miłość nie jest nagrodą ani spełnieniem scenariusza, lecz relacją wymagającą uważności i otwartości. Ten proces został przedstawiony w sposób bardzo naturalny – bez moralizowania, bez jednoznacznych ocen.
Pod względem stylu książka jest przystępna i dynamiczna. Krótkie rozdziały i płynna narracja sprawiają, że lektura wciąga, ale jednocześnie zostawia przestrzeń na refleksję. To jedna z tych powieści, które czyta się szybko, lecz po zakończeniu wraca się myślami do emocji, które wywołały – do momentów rozpoznania własnych doświadczeń w przeżyciach bohaterów.
Podsumowując, „Lepiej niż w filmach” to romans, który działa jednocześnie na serce i na rozum. Emocjonalnie daje poczucie bliskości i ciepła, analitycznie – skłania do zastanowienia się nad tym, jak bardzo nasze oczekiwania wobec miłości są kształtowane przez fikcję. To książka, która nie obiecuje idealnego zakończenia rodem z kina, ale oferuje coś znacznie cenniejszego: szczerość emocji i prawdę o tym, że najważniejsze historie często nie wyglądają jak w filmach – i właśnie dlatego potrafią być lepsze.
Ilość stron: 368
Wydawnictwo: Wydawnictwo Young
Cena: okładkowa 49,99 zł, natomiast na empik.com znajdziecie ją już za 33,99 zł.
"Czasami za bardzo trzymamy się tego, czego nam się wydaje, że pragniemy, przez co omija nas niesamowitość tego, co rzeczywiście moglibyśmy mieć."„Lepiej niż w filmach” autorstwa Lynn Painter to książka, która na pierwszy rzut oka obiecuje dokładnie to, czego się po niej spodziewamy: lekki romans młodzieżowy, pełen humoru i romantycznych nieporozumień. Jednak im dalej w lekturę, tym wyraźniej widać, że pod tą pozorną prostotą kryje się historia znacznie bardziej refleksyjna – opowieść o potrzebie bliskości, o iluzjach, które tworzymy wokół miłości, i o dojrzewaniu emocjonalnym, które często bywa bolesne, ale konieczne.
Emocjonalny ciężar powieści nie wynika z dramatycznych zwrotów akcji, lecz z wewnętrznych przeżyć bohaterki. Autorka bardzo subtelnie pokazuje, jak silnie kultura romantyczna – filmy, książki, wyobrażenia o „tej jedynej historii miłosnej” – kształtuje sposób myślenia młodej osoby. Miłość jawi się tu jako coś, co powinno wyglądać określonym schematem, mieć odpowiednie tempo i finał. Kiedy rzeczywistość zaczyna odbiegać od tego scenariusza, pojawia się frustracja, zagubienie i poczucie, że coś zostało „zrobione źle”.
Z analitycznego punktu widzenia to właśnie konflikt między wyobrażeniem a doświadczeniem stanowi główną oś powieści. „Lepiej niż w filmach” można czytać jako historię o demontażu romantycznych mitów – nie w sposób cyniczny, ale dojrzały i empatyczny. Autorka nie odbiera marzeniom ich wartości, lecz pokazuje, że kurczowe trzymanie się idealnych wizji może prowadzić do pomijania tego, co prawdziwe, choć mniej spektakularne. To bardzo trafna obserwacja, szczególnie w kontekście literatury young adult, która coraz częściej próbuje mówić o emocjach w sposób bardziej świadomy.
Na poziomie emocjonalnym książka działa przede wszystkim przez relacje między bohaterami. Są one budowane powoli, poprzez rozmowy, drobne gesty i wspólne doświadczenia. Dzięki temu czytelnik ma poczucie autentyczności – uczucia nie pojawiają się nagle ani bez powodu. Autorka pozwala, by emocje dojrzewały, zmieniały się i bywały niejednoznaczne. To właśnie ta niejednoznaczność sprawia, że łatwo się z bohaterami utożsamić, nawet jeśli ich decyzje nie zawsze są idealne.
Warto zwrócić uwagę na ton narracji – lekki, często humorystyczny, ale nigdy bagatelizujący emocje. Humor pełni tu funkcję ochronną: łagodzi trudniejsze momenty, pozwala złapać dystans, a jednocześnie podkreśla, jak absurdalne potrafią być nasze romantyczne oczekiwania. Dzięki temu książka nie popada ani w przesadną słodycz, ani w melodramatyzm.
Od strony analitycznej „Lepiej niż w filmach” to także powieść o procesie dojrzewania. Nie chodzi wyłącznie o pierwszą miłość, lecz o uczenie się rozpoznawania własnych potrzeb, granic i emocji. Bohaterka stopniowo odkrywa, że miłość nie jest nagrodą ani spełnieniem scenariusza, lecz relacją wymagającą uważności i otwartości. Ten proces został przedstawiony w sposób bardzo naturalny – bez moralizowania, bez jednoznacznych ocen.
Pod względem stylu książka jest przystępna i dynamiczna. Krótkie rozdziały i płynna narracja sprawiają, że lektura wciąga, ale jednocześnie zostawia przestrzeń na refleksję. To jedna z tych powieści, które czyta się szybko, lecz po zakończeniu wraca się myślami do emocji, które wywołały – do momentów rozpoznania własnych doświadczeń w przeżyciach bohaterów.
Podsumowując, „Lepiej niż w filmach” to romans, który działa jednocześnie na serce i na rozum. Emocjonalnie daje poczucie bliskości i ciepła, analitycznie – skłania do zastanowienia się nad tym, jak bardzo nasze oczekiwania wobec miłości są kształtowane przez fikcję. To książka, która nie obiecuje idealnego zakończenia rodem z kina, ale oferuje coś znacznie cenniejszego: szczerość emocji i prawdę o tym, że najważniejsze historie często nie wyglądają jak w filmach – i właśnie dlatego potrafią być lepsze.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Każdy czytelnik patrzy na książkę przez własny pryzmat. Jeśli masz ochotę, podziel się swoim spojrzeniem – jestem bardzo ciekawa! :)