06 listopada 2026

265 | "Niedom" - Magdalena Katarzyna Bajor | Gdy cztery ściany nie wystarczą, by poczuć się u siebie

Czy dom zawsze oznacza bezpieczeństwo i poczucie przynależności? A może czasami, mimo własnego dachu nad głową, wciąż pozostajemy obcy w miejscu, które miało stać się naszym nowym początkiem? Powojenna rzeczywistość, trudne ludzkie losy i próby odnalezienia swojego miejsca na ziemi – o tym opowiada „Niedom” Magdaleny Katarzyny Bajor. Zapraszam na recenzję powieści wydanej nakładem Wydawnictwa Marginesy.


Autor: Magdalena Katarzyna Bajor
Tytuł: Niedom
Wydawnictwo: Marginesy
Ilość stron: 216
Cena: na empik.com znajdziecie ją już za 36,99 zł.

Czy można naprawdę zacząć od nowa, kiedy miejsce, które miało stać się bezpieczną przystanią, wcale nie daje poczucia przynależności? Czy wystarczy zmienić otoczenie, aby zostawić za sobą biedę, strach i bolesne doświadczenia? Sięgając po „Niedom” Magdaleny Katarzyny Bajor, nie spodziewałam się, że tak wiele miejsca w moich przemyśleniach zajmie właśnie znaczenie słowa, które zazwyczaj wydaje się nam oczywiste – dom.

Autorka przenosi mnie do powojennej Polski, a dokładniej na Dolny Śląsk. Helena i Henryk postanawiają opuścić Małopolskę i poszukać lepszego życia w Strupicach niedaleko Jeleniej Góry. Nie kieruje nimi wielka ambicja ani marzenie o dostatku. Chcą po prostu zapewnić sobie i swoim dzieciom godne warunki, mieć własny kąt i wreszcie zaznać odrobiny spokoju. Nowe miejsce daje im szansę na poprawę dotychczasowego losu, ale rzeczywistość szybko pokazuje, że rozpoczęcie kolejnego rozdziału życia nie musi oznaczać szczęśliwego początku.

Powojenny Dolny Śląsk to przestrzeń, w której przecinają się drogi ludzi o różnych doświadczeniach, pochodzeniu i oczekiwaniach. Polacy, Niemcy i przedstawiciele innych narodowości próbują odnaleźć się w rzeczywistości, która dla wielu z nich jest zupełnie nowa. Zmieniają się granice, zasady i porządek społeczny, ale ludzkie przywary pozostają takie same. Obok życzliwości pojawia się nieufność, obok potrzeby wzajemnej pomocy – chciwość i wykorzystywanie słabszych. W tym wszystkim zwyczajni ludzie próbują po prostu przetrwać.

Podczas lektury uświadomiłam sobie, jak niewiele potrzeba, aby poczucie bezpieczeństwa stało się czymś niezwykle kruchym. Wojna wprawdzie się skończyła, ale jej konsekwencje wciąż są obecne w życiu bohaterów. Nie wystarczy przecież odłożyć na bok wojennych wspomnień, żeby odzyskać spokój. Trzeba jeszcze zmierzyć się z nowymi trudnościami, niepewnością jutra i ludźmi, którzy nie zawsze mają dobre intencje. Szczególnie mocno wybrzmiewa tutaj fakt, że historia nie pyta zwyczajnych rodzin o zgodę na zmiany, które całkowicie odmieniają ich codzienność.

Dużo uwagi poświęciłam również relacjom rodzinnym. Helena i Henryk nie są bohaterami, którzy mogą pozwolić sobie na beztroskę. Ich codzienność podporządkowana jest trosce o rodzinę i próbom zapewnienia dzieciom lepszej przyszłości. Zainteresowało mnie to, jak doświadczenia dorosłych wpływają na kolejne pokolenie i jak wydarzenia, które rozgrywają się w dzieciństwie, potrafią odcisnąć piętno na późniejszym życiu. W tej opowieści przeszłość nie jest czymś zamkniętym w starych wspomnieniach. Towarzyszy bohaterom, wpływa na ich wybory i pozostawia ślady, których nie da się łatwo zatrzeć.

Szczególnie interesujący wydał mi się również sposób przedstawienia samego powojennego społeczeństwa. Autorka nie sprowadza ludzkich postaw do prostego podziału na dobrych i złych według narodowości czy pochodzenia. Pokazuje, że człowieczeństwo nie zależy od tego, jakim językiem ktoś mówi ani z jakiego miejsca przybył. Trudne czasy potrafią wydobyć z ludzi zarówno to, co najlepsze, jak i to, co najgorsze. I właśnie ta perspektywa sprawia, że opowieść nie ogranicza się wyłącznie do konkretnego fragmentu polskiej historii.

Nie bez znaczenia jest dla mnie sam tytuł. „Niedom” to określenie, które można odczytywać na wiele sposobów, ale podczas lektury coraz wyraźniej dostrzegałam, jak trafnie oddaje sytuację ludzi próbujących zakorzenić się w nowym miejscu. Dom to przecież znacznie więcej niż budynek, meble czy własny adres. To wspomnienia, więzi, poczucie bezpieczeństwa i świadomość, że jest się częścią jakiegoś miejsca. Można mieć dach nad głową, a jednocześnie czuć się obco. Można mieszkać w przestronnym domu, o jakim wcześniej się marzyło, i nadal tęsknić za czymś, czego nie da się odzyskać. Ten kontrast szczególnie mocno do mnie przemówił.

Doceniam również to, że Magdalena Katarzyna Bajor nie próbuje zamieniać trudnych doświadczeń w łatwą, podnoszącą na duchu opowieść. Nie jest to lektura, w której wystarczy odrobina nadziei, aby wszystkie problemy znalazły szczęśliwe rozwiązanie. Tutaj życie bywa niesprawiedliwe, a zwyczajni ludzie często muszą ponosić konsekwencje decyzji i wydarzeń, na które nie mieli żadnego wpływu. Nie zawsze mogą wybrać to, co dla nich najlepsze. Czasami pozostaje im jedynie dostosować się do okoliczności i próbować ocalić to, co jeszcze mają.

„Niedom” jest debiutem literackim autorki, co czyni tę publikację tym ciekawszym spotkaniem. Magdalena Katarzyna Bajor sięgnęła po historię zakorzenioną w dolnośląskich opowieściach, przybliżając czytelniczkom i czytelnikom doświadczenia, które nie zawsze znajdują należne im miejsce w powszechnej pamięci. Uważam, że to ważny kierunek, ponieważ za wielkimi wydarzeniami historycznymi kryją się tysiące indywidualnych losów, rodzinnych dramatów i niespełnionych nadziei.

Po zakończeniu lektury zostałam z pytaniem, czy człowiek może kiedykolwiek całkowicie uwolnić się od przeszłości. Czy kolejne pokolenia mają szansę rozpocząć życie bez ciężaru doświadczeń swoich rodziców i dziadków? A przede wszystkim – czy można zbudować prawdziwy dom w miejscu, w którym od początku brakuje poczucia bezpieczeństwa?

Cieszę się, że sięgnęłam po tę powieść. Nie jest to historia, która pozostawia po sobie lekkość i pozwala bezrefleksyjnie przejść do kolejnej lektury. Przypomina raczej, że pokój nie zawsze oznacza koniec cierpienia, a nowe początki bywają znacznie trudniejsze, niż mogłoby się wydawać. „Niedom” skłonił mnie do spojrzenia na dom nie jak na miejsce, w którym po prostu mieszkamy, ale jak na coś, co tworzymy poprzez relacje, wspomnienia i poczucie przynależności. Bo przecież można stracić niemal wszystko, a mimo to wciąż próbować odnaleźć swoje miejsce na ziemi. I chyba właśnie ta potrzeba, tak zwyczajna, a jednocześnie tak trudna do spełnienia, stanowi dla mnie najważniejszy wymiar tej opowieści.

Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Marginesy. Dziękuję za możliwość poznania tej historii.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Każdy czytelnik patrzy na książkę przez własny pryzmat. Jeśli masz ochotę, podziel się swoim spojrzeniem – jestem bardzo ciekawa! :)