22 sierpnia 2026

253 | „Taksówkarz” – Anna Kasiuk | Książka, która zostaje w pamięci

Jeszcze nigdy nie zdarzyło mi się recenzować książki Ani. I chyba właśnie dlatego „Taksówkarz” postawił mnie przed nie lada wyzwaniem, bo jak napisać o książce kogoś, kogo zna się prywatnie, a jednocześnie podejść do niej tak jak do każdej innej lektury?

Okazuje się, że wystarczy pozwolić mówić samej historii. A ta zrobiła na mnie naprawdę ogromne wrażenie.

Czy Mariuszowi uda się w końcu przestać żyć tym, co było, i pozwolić sobie na to, co jeszcze może się wydarzyć?

O tym, dlaczego ta książka tak mocno mnie poruszyła, piszę poniżej.


Autor: Anna Kasiuk
Tytuł: Taksówkarz
Ilość stron: 368
Wydawnictwo: Wydawnictwo Bookend
Cena: okładkowa 46 zł, natomiast na empik.com znajdziecie ją już za 29,99 zł.
"Zanim zajmiesz stanowisko na temat mojego życia, przejdź się w moich butach."

Są książki, które po prostu przeczytam, zamknę i odłożę na półkę. Są też takie, które zostają ze mną znacznie dłużej – wracam do nich myślami, przypominam sobie bohaterów, pojedyncze sceny i emocje, które towarzyszyły mi podczas lektury. „Taksówkarz” Anny Kasiuk zdecydowanie należy do tej drugiej grupy.

I chyba właśnie dlatego tak trudno było mi napisać tę recenzję. Kiedy książka robi na mnie ogromne wrażenie, nie potrafię zamknąć jej w kilku zdaniach i zwyczajnym „podobała mi się”. W tym przypadku byłoby to zdecydowanie za mało.

Mariusz jest mężczyzną, którego życie w jednej chwili rozsypuje się na kawałki. Po tragicznej śmierci żony odchodzi z policji i próbuje znaleźć dla siebie miejsce w zupełnie nowej rzeczywistości. Wybiera pracę taksówkarza. I choć z pozoru jest to po prostu nowy zawód, szybko okazuje się, że tylne siedzenie jego samochodu staje się miejscem niezwykłych spotkań. Mariusz słucha swoich pasażerów, poznaje ich historie, problemy, samotność i tajemnice. Z czasem zaczyna też rozumieć, że te przypadkowe spotkania zmieniają nie tylko ich życie, ale również jego własne.

I właśnie ten element powieści szczególnie mnie poruszył.

Bo „Taksówkarz” nie jest wyłącznie historią mężczyzny próbującego poradzić sobie ze stratą. To również opowieść o tym, jak bardzo drugi człowiek może wpłynąć na nasze życie, nawet jeśli początkowo pojawia się w nim zupełnie przypadkowo.

Mariusz długo pozostaje zamknięty w swojej przeszłości. Wraca myślami do tego, co się wydarzyło, rozpamiętuje, analizuje i nosi w sobie poczucie winy. Żyje dalej, ale trudno powiedzieć, że naprawdę ruszył do przodu. I wtedy na jego drodze pojawiają się kolejne osoby.

Szczególne znaczenie mają dla mnie Nina, Malwina i Katarzyna. Każda z tych kobiet jest zupełnie inna. Każda wnosi do życia Mariusza coś innego. I co najważniejsze – żadna z nich nie pojawia się wyłącznie po to, aby być elementem jego historii. One same mają swoje problemy, doświadczenia i bagaż, z którym muszą sobie radzić.

Nina jest dla mnie symbolem spokoju, dojrzałości i mądrości. To osoba, która potrafi spojrzeć na Mariusza z boku i dostrzec w nim znacznie więcej, niż on sam chce w sobie zobaczyć. Jej obecność pokazuje mu, że czasami nie potrzebujemy kolejnych wielkich słów czy gotowych rozwiązań. Potrzebujemy po prostu człowieka, który nas zauważy, wysłucha i pozwoli nam spojrzeć na własne życie z innej perspektywy.

Nina pomaga Mariuszowi przede wszystkim zrozumieć, że przeszłość nie musi być jedynym miejscem, w którym będzie żył. Nie próbuje wymazać jego bólu ani przekonać go, że powinien zapomnieć. Raczej uczy go, że można pamiętać i jednocześnie pozwolić sobie na życie.

Malwina to z kolei zupełnie inna historia. Młoda dziewczyna, która zagubiła się i podejmuje decyzje prowadzące ją w niewłaściwą stronę, staje na drodze Mariusza w momencie, kiedy sama potrzebuje pomocy. On wyciąga do niej rękę i chce zrobić coś, czego być może wcześniej nie potrafił zrobić dla najbliższych.

I tutaj wydarza się coś bardzo ważnego.

Mariusz pomaga Malwinie, ale Malwina w pewnym sensie pomaga również jemu. Dzięki niej odzyskuje poczucie, że nadal może być komuś potrzebny. Że jego obecność ma znaczenie. Że może zrobić coś dobrego i realnie wpłynąć na czyjeś życie. A dla człowieka, który tak długo rozpamiętuje własną stratę i przekonuje samego siebie, że zawiódł tych, których kochał, jest to ogromny krok.

Ta relacja bardzo mi się podobała, ponieważ nie została przedstawiona jako jednostronna pomoc. Mariusz nie jest tutaj wybawcą, który pojawia się i rozwiązuje wszystkie problemy. On również coś otrzymuje. Odzyskuje sprawczość.

I wreszcie Katarzyna.

Jej pojawienie się w życiu Mariusza ma zupełnie inny ciężar emocjonalny. To właśnie przy niej zaczyna pojawiać się myśl, że być może jeszcze kiedyś będzie w stanie stworzyć z kimś relację i dopuścić do siebie drugiego człowieka. A to dla niego ogromnie trudne.

Bo przecież kiedy człowiek straci kogoś, kogo kochał, może mieć wrażenie, że otwarcie się na kolejną osobę oznacza zdradę tego, co było wcześniej. Mariusz musi więc nauczyć się czegoś bardzo trudnego – że pójście dalej nie oznacza zapomnienia.

I właśnie dlatego relacja z Katarzyną jest dla mnie tak ważna.

Nie chodzi tylko o rodzące się uczucie. Chodzi o możliwość przyszłości. O to, że Mariusz po raz pierwszy od dawna zaczyna patrzeć przed siebie, a nie wyłącznie za siebie.

Nina daje mu pewnego rodzaju perspektywę.
Malwina przywraca mu poczucie, że jest potrzebny.
Katarzyna pokazuje mu, że może jeszcze pozwolić sobie na bliskość i myślenie o własnym szczęściu.

I wszystkie te relacje sprawiają, że jego przemiana nie wydaje się nagła ani sztuczna.

Mariusz nie zostaje nagle „naprawiony”. Nie budzi się pewnego ranka i nie zapomina o tragedii, która go spotkała. Jego zmiana jest znacznie bardziej ludzka. Powolna. Czasami pewnie bolesna. Składa się z rozmów, spotkań, małych gestów, pomocy udzielanej innym i chwil, w których zaczyna dostrzegać, że życie nadal może mieć dla niego coś do zaoferowania.

I chyba właśnie to uważam za największą siłę tej powieści.

Anna Kasiuk pokazuje, że czas nie zawsze wystarcza, aby przepracować traumę. Czasami potrzebujemy ludzi, którzy pojawią się w odpowiednim momencie. Nie po to, żeby przeżyć za nas nasze problemy, ale żeby pomóc nam zobaczyć, że poza nimi nadal istnieje świat.

Bardzo podobało mi się również to, że autorka nie ograniczyła historii wyłącznie do Mariusza. Pasażerowie jego taksówki są kolejnymi małymi opowieściami o ludzkim życiu. Każdy przywozi ze sobą coś więcej niż tylko adres, pod który trzeba go zawieźć. Czasami jest to samotność. Czasami strach. Czasami potrzeba rozmowy. A czasami zwyczajna potrzeba tego, żeby ktoś przez chwilę naprawdę wysłuchał.

I dzięki temu Mariusz, który sam potrzebuje pomocy, staje się człowiekiem pomagającym innym.

To właśnie rozmowa jest jednym z najważniejszych elementów tej historii. Nie wielkie czyny, nie spektakularne wydarzenia, ale zwykła obecność drugiego człowieka. Umiejętność wysłuchania. Brak oceniania. Dostrzeżenie tego, że za zachowaniem człowieka często kryje się historia, o której nie mamy pojęcia.

„Taksówkarz” skłonił mnie też do refleksji nad tym, jak łatwo oceniamy innych. Patrzymy na kogoś przez kilka minut, przez jeden gest, jedną decyzję czy jeden błąd i bardzo szybko wyrabiamy sobie opinię. Tymczasem nigdy nie wiemy, co ten człowiek ma za sobą.

I może właśnie dlatego ta książka tak mocno do mnie trafiła.

Bo pod historią Mariusza widzę coś znacznie większego. Opowieść o ludziach, którzy czasami po prostu potrzebują drugiej osoby. O tym, że dobro nie zawsze musi mieć wielką formę. Czasami wystarczy rozmowa. Czasami kawa. Czasami telefon. Czasami zwyczajne „jestem obok”.

Nie chcę zdradzać więcej z fabuły, bo uważam, że tę historię trzeba odkrywać samodzielnie. Tym bardziej że jej siła nie tkwi wyłącznie w tym, co się wydarzy, ale przede wszystkim w tym, jak poszczególne wydarzenia wpływają na Mariusza i jego sposób patrzenia na życie.

Mam też świadomość, że w przypadku tej książki moja perspektywa jest trochę inna. Annę znam prywatnie, dlatego tym bardziej zależało mi, żeby po lekturze spojrzeć na „Taksówkarza” przede wszystkim jak na książkę. I właśnie dlatego mogę powiedzieć z pełnym przekonaniem – ta historia zrobiłaby na mnie ogromne wrażenie niezależnie od tego, kto ją napisał.

A jednak fakt, że znam autorkę, sprawił, że czytając ostatnie strony, miałam jeszcze większą potrzebę napisania tych kilku słów.

Aniu, dziękuję Ci za tę książkę. ❤️

Dziękuję za Mariusza. Za Ninę, Malwinę i Katarzynę. Za wszystkie relacje, które stworzyłaś między bohaterami. Za historię, która pokazała mi, że czasami człowiek potrzebuje drugiego człowieka, żeby w końcu przestać patrzeć wyłącznie wstecz.

I przede wszystkim dziękuję Ci za emocje.

Bo „Taksówkarz” nie był dla mnie po prostu kolejną przeczytaną książką. Ta historia naprawdę mnie poruszyła. Została ze mną po zakończeniu lektury i sprawiła, że jeszcze długo myślałam o Mariuszu, jego stracie i o tym, jak bardzo potrafimy utknąć w tym, co już się wydarzyło.

A jednocześnie pokazała mi coś bardzo ważnego – że rozpoczęcie nowego rozdziału nie wymaga wymazania poprzedniego.

Czasami wystarczy pozwolić sobie przewrócić stronę.

„Taksówkarz” zdecydowanie zostanie ze mną na dłużej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Każdy czytelnik patrzy na książkę przez własny pryzmat. Jeśli masz ochotę, podziel się swoim spojrzeniem – jestem bardzo ciekawa! :)