Co jeśli to, co przez lata uznawaliśmy za mit, wcale nim nie jest?
„Mit mitów” Paula Sado zabrał mnie w pełną tajemnic, historii i religijnych zagadek podróż, w której granica między prawdą a fikcją nie zawsze była oczywista. A wszystko zaczęło się od jednego imienia, które wywołało u mnie skojarzenie z postacią dobrze mi znaną z historii…
Czy moje pierwsze wrażenie okazało się trafne? I dokąd zaprowadziła mnie ta historia?
Tytuł: Mit mitów
Wydawnictwo: Falcomp Studio / Sado Publishing
Cena: na stronie autora znajdziecie ją już za 44,99 zł.
"Rzeka jest jak konfesjonał - powiedział spokojnie. - Wszystko słyszy. Nic nie powtarza. Ale pamięta."
Ten fragment książki Paula Sado szczególnie zapadł mi w pamięć. Jest w nim coś niezwykle prostego, a jednocześnie bardzo trafnie oddaje klimat całej historii. Przeszłość nie zawsze przemija. Czasami pozostaje ukryta w miejscach, dokumentach, opowieściach i ludzkiej pamięci, czekając na kogoś, kto będzie potrafił ją odczytać.
I chyba właśnie z takim nastawieniem zaczęłam tę książkę – z ciekawością, ale również z pewnymi własnymi wyobrażeniami.
Kiedy przeczytałam opis książki i zobaczyłam, że wśród bohaterów pojawia się ojciec Maksymilian, moje myśli od razu powędrowały do ojca Maksymiliana Marii Kolbego. Nie mogło być inaczej – to postać szczególnie związana z moją rodzinną miejscowością. Imię jednego z bohaterów automatycznie uruchomiło więc we mnie konkretne skojarzenie i zaczęłam czytać z pewnym wyobrażeniem tego, kim może być ta postać i jaką rolę odegra w historii.
Szybko okazało się jednak, że moje skojarzenie było całkowicie błędne.
Książkowy ojciec Maksymilian nie jest bowiem postacią inspirowaną prawdziwym zakonnikiem. Co więcej, trudno byłoby znaleźć między nimi większe podobieństwo. Prawdziwy ojciec Maksymilian Maria Kolbe zapisał się w historii jako człowiek, który oddał życie za drugiego człowieka. Bohater stworzony przez Paula Sado jest natomiast postacią negatywną, całkowicie skoncentrowaną na realizacji własnego, zaślepionego celu.
To zderzenie mojego pierwszego wyobrażenia z rzeczywistością książkowej historii było dla mnie jednym z ciekawszych doświadczeń podczas lektury. I chyba już wtedy „Mit mitów” pokazał mi, że nie wszystko warto oceniać na podstawie pierwszego skojarzenia.
W centrum powieści znajduje się zaginięcie profesora Michała Bauera. Jego córka Elizabeth zostaje uwikłana w intrygę uknutą przez ojca Maksymiliana i musi rozpocząć prawdziwy wyścig z czasem. Towarzyszy jej Christian Falk, a ich zadaniem jest odnalezienie czegoś, o czym każdy myślał, że nie istnieje.
Nie chodzi jednak wyłącznie o odnalezienie zaginionego człowieka czy rozwiązanie jednej zagadki. Elizabeth i Christian zostają wciągnięci w znacznie większą układankę, w której kolejne tropy prowadzą przez historię, archeologię, dawne tajemnice i miejsca, które skrywają więcej, niż można byłoby przypuszczać.
Im dalej zagłębiałam się w tę historię, tym mocniej miałam wrażenie, że kolejne elementy zaczynają się ze sobą łączyć. Nie każdy trop prowadził tam, gdzie początkowo się spodziewałam, a zdobywane informacje potrafiły zmieniać sposób, w jaki patrzyłam na wcześniejsze wydarzenia.
Szczególnie spodobało mi się połączenie historycznych i archeologicznych zagadek z elementem sensacyjnym. Dzięki temu podczas lektury nie tylko śledziłam losy bohaterów, ale również próbowałam samodzielnie oddzielić to, co mogło wydarzyć się naprawdę, od tego, co jest już literacką kreacją.
W pewnym momencie Christian mówi:
„Wyobraźnia to nasz najlepszy sprzęt. Wszystko inne da się zdobyć.”
To zdanie bardzo dobrze pasuje do całej historii. Wyobraźnia nie jest tutaj ucieczką od rzeczywistości, ale narzędziem pozwalającym znaleźć rozwiązanie tam, gdzie pozornie nie ma już żadnej drogi. Bohaterowie muszą myśleć nieszablonowo, szukać nieoczywistych rozwiązań i wykorzystywać każdą możliwość, by zbliżyć się do prawdy.
A im bliżej tej prawdy się znajdują, tym więcej pojawia się pytań.
I właśnie tego się po tej książce nie spodziewałam.
Podczas czytania towarzyszyły mi różne emocje – od zwykłej ciekawości, przez napięcie i zaskoczenie, aż po momenty, w których miałam ochotę zatrzymać się i dłużej zastanowić nad tym, co właśnie przeczytałam. Były chwile, gdy chciałam jak najszybciej przewrócić kolejną stronę, żeby dowiedzieć się, co wydarzy się dalej, ale były też takie, kiedy bardziej interesowało mnie to, jakie pytania dana sytuacja we mnie wywołuje.
Bo „Mit mitów” potrafił mnie zatrzymać.
Jak wiele z tego, co wiemy o przeszłości, jest rzeczywiście faktem, a jak wiele stanowi jedynie interpretację? Czy człowiek, który za wszelką cenę chce znaleźć odpowiedź, potrafi jeszcze zachować obiektywizm? Czy każda prawda rzeczywiście powinna zostać odkryta? I ile jesteśmy w stanie poświęcić, kiedy uwierzymy, że jesteśmy już bardzo blisko odpowiedzi?
Tych pytań pojawiło się we mnie naprawdę wiele.
Chcę jednak zaznaczyć jedną rzecz, ponieważ może być ona istotna dla części czytelników. Nie odebrałam całej historii jako książki o religii jako takiej. Dla mnie jest to przede wszystkim opowieść o ludziach, ich przekonaniach, historii, tajemnicach, symbolach i potrzebie odnalezienia odpowiedzi.
Moje własne podejście do Boga sprawiło, że niektóre kwestie odbierałam jeszcze inaczej. Dla mnie Bóg jest wszędzie – niezależnie od miejsca, w którym się znajduję. Nie potrzebuję konkretnego budynku, żeby czuć Jego obecność. Dlatego motywy związane z miejscami kultu czy religijnymi tajemnicami nie sprawiły, że zaczęłam patrzeć na samą wiarę w zupełnie inny sposób.
Zamiast tego skłoniły mnie do zastanowienia się nad czymś innym – nad tym, jak bardzo my, jako ludzie, potrzebujemy miejsc, symboli, przedmiotów i historii, które pomagają nam oswoić to, czego nie potrafimy do końca zrozumieć. Jak łatwo zaczynamy wierzyć w pewne opowieści, jak tworzymy mity i jak trudno później oddzielić je od prawdy.
I chyba właśnie tutaj „Mit mitów” najbardziej mnie zaskoczył.
To książka, która nie daje mi jednej prostej odpowiedzi. Zamiast tego otwiera kolejne drzwi, za którymi czekają następne pytania.
Nie ukrywam jednak, że jest to historia wymagająca skupienia. Książka jest obszerna i zawiera wiele informacji, nazw, wydarzeń oraz tropów, dlatego nie chciałam czytać jej w pośpiechu. Potrzebowałam czasu, żeby poukładać sobie kolejne elementy historii i w pełni wejść w jej klimat.
Ciekawym uzupełnieniem okazało się dla mnie również posłowie. Autor odnosi się w nim do historycznych elementów wykorzystanych w powieści i pokazuje granicę pomiędzy rzeczywistością a fikcją. Po jego przeczytaniu jeszcze bardziej miałam ochotę samodzielnie przyjrzeć się niektórym zagadnieniom, które pojawiły się w książce.
Mam również jedną uwagę dotyczącą wydania. Jeśli jest to już ostateczna wersja książki, zabrakło mi tłumaczeń zdań i zwrotów pojawiających się w innych językach. Nie ma ich szczególnie dużo, biorąc pod uwagę objętość całej historii, ale dla osoby nieznającej danego języka było to momentami utrudnienie. Krótkie tłumaczenia lub przypisy pozwoliłyby mi w pełni zrozumieć również te fragmenty.
Po zamknięciu książki zostało we mnie przede wszystkim poczucie, że przeczytałam historię, która naprawdę mnie zatrzymała.
I chyba najbardziej podoba mi się w niej właśnie to, że moje własne pierwsze skojarzenie z ojcem Maksymilianem okazało się całkowicie nietrafione. Sięgając po książkę, miałam w głowie jedną postać, a otrzymałam zupełnie inną. To drobny szczegół, ale dla mnie stał się symbolem całej tej historii.
Bo ile razy w życiu zakładamy, że coś wiemy, tylko dlatego, że tak nam się wydaje?
„Mit mitów” przypomniał mi, że pierwsze skojarzenie nie zawsze prowadzi do prawdy, a odpowiedź, której szukamy, może znajdować się zupełnie gdzie indziej, niż początkowo zakładaliśmy.
Dlatego uważam, że jest to książka, którą warto przeczytać.
Nie tylko dla samej tajemnicy, poszukiwania i kolejnych tropów. Również dla emocji i pytań, które potrafi w czytelniku zostawić. Bo czasami najlepsza książka to nie ta, która odpowiada na wszystkie pytania, ale ta, która sprawia, że po jej zakończeniu zaczynamy zadawać własne.
Na zakończenie chciałabym podziękować autorowi, Paulowi Sado, za możliwość poznania „Mit mitów” i za zaufanie, jakim obdarzył mnie przy tej współpracy. Cieszę się, że mogłam sięgnąć po tę historię i podzielić się z Wami moimi wrażeniami z lektury.
Jeśli zainteresowała Was ta książka, „Mit mitów” jest dostępny na stronie autora w dwóch wersjach – papierowej oraz jako e-book:
Jeżeli macie ochotę na pełną tajemnic, historii, wyobraźni i poszukiwania prawdy czytelniczą podróż – zdecydowanie warto dać tej historii szansę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Każdy czytelnik patrzy na książkę przez własny pryzmat. Jeśli masz ochotę, podziel się swoim spojrzeniem – jestem bardzo ciekawa! :)